Czym jest kąpiel słowna?

W jakim stopniu rodzice, opiekunowie, nauczyciele są w stanie wpłynąć na prawidłowy rozwój dziecka? Czy współczesna cywilizacja daje im ogromne możliwości, by ten proces usprawnić czy wręcz przeciwnie – degraduje go? Jak można zadbać o jego harmonijny przebieg? Czy głośne czytanie dziecku jest anachronizmem, czy skutecznym sposobem budowania relacji rodzic-dziecko, będącej fundamentem dobrego startu w dorosłe życie? W jakim stopniu lektura wartościowych książek może wpłynąć na rozwój emocjonalny i psychologiczny dzieci? Jaka jest zależność między świadomością językową rodziców a nabywaniem mowy przez najmłodszych? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć w trzech kolejnych artykułach, które pojawiać się będą na stronie szkoły.

 

Każdy rodzic zastanawia się, w jaki sposób zapewnić swojemu dziecku dobry start w dorosłe życie oraz w jakie umiejętności i kompetencje musi je wyposażyć, by mogło w przyszłości osiągać dobre wyniki w nauce, a później realizować się na polu zawodowym. Jaką zdolność powinien posiadać każdy człowiek niezależnie od tego, jaką dziedziną się zajmie i jaki zawód będzie wykonywał w przyszłości? Tą niezwykłą kompetencją jest umiejętność komunikowania się z innymi ludźmi. Świadomość języka, umiejętność mówienia, czytania i pisania, które stanowią podstawę wymiany myśli, są niezbędne, by osiągnąć sukces. Ludwig Wittgenstein – wybitny filozof – napisał, że: „Granice języka są granicami naszego świata”. Uznał, że poznanie świata wynika ze znajomości i umiejętności posługiwania się językiem. Na ile zatem odkryjemy świat i samych siebie, zależy od tego, czy i w jaki sposób będziemy umieli wyrazić to, co myślimy i przeżywamy. 

Ważne jest, by rodzice mówili już do najmłodszych dzieci i nawiązywali z nimi dialog. W logopedii używa się ładnego określenia – „kąpiel słowna”. W praktyce to nic innego jak opisywanie dziecku świata (nazywanie czynności, przedmiotów, emocji itp.), opowiadanie mu różnych historii, odpowiadanie na jego początkowo niezupełnie zrozumiałe słowne komunikaty – na które należy jednak reagować, by dziecko czuło, że opiekunowie chcą nawiązać z nim „rozmowę”. Na późniejszym etapie to także nauka poprawnego budowania prostych zdań.

To w domu przez pierwszych kilka lat dziecko poprzez naśladowanie swoich opiekunów uczy się mówić, poznaje nowe słowa, tworzy zdania. Nic nie jest w stanie tego zastąpić, choć wielu dorosłych chciałoby zdać się w tej kwestii na przedszkola i szkoły, sądząc, że tam dziecko opanuje te niezbędne umiejętności. Jak słusznie zauważa jednak Irena Koźmińska: „Nauczyciel nie jest w stanie nadrobić zaległości językowych wyniesionych przez dziecko z domu. Ma na to zbyt mało czasu i nie może każdemu uczniowi […] poświęcić dłużej uwagi. Ponadto dziecko, które idzie do pierwszej klasy, najlepsze lata z punktu widzenia językowej chłonności mózgu ma już za sobą[1]”. Najszybciej bowiem dziecko przyswaja język do szóstego roku życia (z naciskiem na pierwsze dwa, trzy lata). Wówczas praca opiekunów nad jego znajomością powinna być najintensywniejsza. Zrozumiałe jest, że nie każdy rodzic posiada bogaty słownik, umie pięknie opowiadać czy po prostu mówić poprawnie, ale tu z pomocą przychodzą książki, które są nieocenionym źródłem wielu pisanych piękną polszczyzną historii. Słuchanie ich to pierwszy, bardzo ważny etap, który pozwoli najmłodszym zagłębić się w języku.

Droga od słuchania do mówienia, a później czytania nie jest krótka. Stanowi długoletni, wieloaspektowy proces. Irena Koźmińska w książce Wychowanie przez czytanie przywołuje koncepcję Jima Trelease’a, popularyzatora głośnego czytania, który – posługując się obrazem fontanny – przedstawia przebieg nabywania umiejętności niezbędnych do bycia świadomym użytkownikiem języka. Obrazowo teoria ta wygląda następująco:[2]

 

słownictwo usłyszane

słownictwo rozumiane

słownictwo mówione

słownictwo samodzielnie czytane

słownictwo pisane

 

Jak wynika z powyższego diagramu proces ten przebiega liniowo. Nie możemy dotrzeć do ostatniego stadium, jakim jest pisanie tekstów, bez pokonania wcześniejszych etapów, tj. bez znajomości słownictwa słyszanego, rozumianego, mówionego i czytanego. Prosty wniosek jest więc taki – jeśli dziecko nie usłyszy i nie zrozumie danego słowa, nie będzie umiało się nim posługiwać. To, z iloma słowami zetknie się w pierwszych miesiącach swojego życia i w jakim stopniu rozwinie się jego inteligencja, zależy od opiekunów. Wielu rodziców skarży się, że ich dzieci mówią mało. Czy jednak zadbali o to, by ich pociechy miały na tyle rozbudowany bierny i czynny słownik, aby mogły opowiadać o tym, czego doświadczyły?

 

Justyna Chudyka-Dobies

Jadwiga Szor-Skowronek

[1] Por. I. Kozińska, E. Olszewska, Wychowanie przez czytanie, Warszawa 2014, s. 56.

[2] Por. I. Kozińska, E. Olszewska, dz. cyt., s. 52-53. 

Skip to content